BLACK RIVER – HUMANOID: RECENZJA

Supergrupy to dosyć powszechne zjawisko na scenie muzycznej. Za zachodnimi wodami czołowi twórcy chwytają każdą okazję, by oderwać się od głównego projektu i spróbować swoich sił w czymś zgoła innym. W ten właśnie sposób możemy słuchać swoich ulubionych wykonawców w jednym składzie. Nie ma znaczenie, że przeważnie ich główne projekty nie mają ze sobą kompletnie nic wspólnego. Daleko nie szukając za dwa tygodnie odsłuchamy drugą odsłonę supergrupy składającej się z członków Every Time I Die, Anthrax oraz Fall Out Boy. The Damned Things stawia na synergię składowych. Każdy artysta zna się na czymś najlepiej. Przeważnie w wiodącym zespole nie może rozwinąć skrzydeł. Dzięki temu The Damned Things gra solidny, skoczny, całkiem świeży hard rock. Po to właśnie są supergrupy. Mogłoby się wydawać, iż w Polsce takich konceptów jest jak na lekarstwo. Całe szczęście tak nie jest i po około 10-letniej przerwie skład Black River powraca z trzecim longplayem Humanoid.

Muzycy z Behemotha i Dimmu Borgir grają mrocznego rocka!

Black River nie stawia na promocję, przez co dotarcie do ich muzycznego przedsięwzięcia jest nie lada wyczynem. Tak jak w poprzednim przykładzie band stawia w szczególności na dobrą zabawę. Nie zrozumcie mnie źle, w tych przypadkach zabawa jest na tym samym poziomie co muzyka, czyli na przynajmniej satysfakcjonującym. Na wokalu znajdziemy Pana Macieja Taffa z Neolithic oraz Rootwater, gitary to następująco: Piotr Wtulich (Neolithic), Artur Kempa (Neolithic) i Tomasz „Orion” Wróblewski (Behemoth/Neolithic), a także pomykającego na perkusji Dariusza Brzozowskiego (Dimmu Borgir/Hunter/Vader/Neolithic). Dobrze widzicie. Swego czasu kwintet grał razem pod nazwą Neolithic. Następnie po rozpadzie w 2006 roku każdy poszedł w swoją stroną, spełniając się artystycznie w uznawanych grupach. Nie trwało to jednak długo, gdyż nie inaczej w 2008 roku powstał Black River z inicjatywy Piotra. Neolithic i Black River znacznie się od siebie różnią pod względem gatunkowości.

Black River - Humanoid

Dziecko Volbeat z Acid Drinkers po czarnej polewce

Chętnie przygarnąłbym nowe płyty tych dwóch zespołów, jednakże jeśli mam wybór między czekaniem w towarzystwie Humanoid lub bez, to zdecydowanie wybieram tą pierwszą opcję. Ponadto Black River nadrabia tam gdzie Volbeat w swoim ostatnim Seal The Deal & Let’s Boogie grał w stagnacji. Kawałki jak Monster, World In Black prezentują się po stokroć lepiej w roli ciężkiego wakacyjnego tłuczenia od chociażby Let It Burn z albumu Seal The Deal & Let’s Boogie. Są szybkie, niezwykle melodyjne a przy tym towarzyszy im „posępna” nuta. Marzeniem byłoby zobaczyć występ Black River u boku Kvelertak za czasów Erlenda Hjevlika na wokalu. Wtedy poziom testosteronu gwałtownie wybiłby poza jakąkolwiek skalę.

Black River - Humanoid 2

Czas oczekiwania – 10 lat niczym Rammstein

Zastanawia mnie jedna kwestia, mianowicie, czy Pan Maciej z zespołem potrzebowali dziesięciu lat do nagrania Humanoid? Materiał oczywiście nie stracił na świeżości i według mojego skromnego mniemania jest lepszy od Black ‘n Roll z 2009 roku, aczkolwiek dekada to spory okres czasu, zwłaszcza w błyskawicznie zmieniających się trendach popkulturowych. Wiem, że okres produkcji nie należał do najprzyjemniejszych i wymagał sporo sił witalnych, dlatego doceniam w głównej mierze za wolę walki i zawziętość. Revolution zgrabnie przemyca do brzmienia eksperymentalne rozwiązania, których jak dotąd nie mogliśmy usłyszeć w repertuarze Black River. Słychać, iż Panowie nie zmarnowali tego czasu i każdy się rozwinął z jego duchem. Od początku do końca każdy ma okazję błyszczeć. No może poza H.T. Angel. Tego tracku nie jestem w stanie przesłuchać dwa razy pod rząd. Prócz jednej nie trafionej w moje gusta kompozycji, reszta jest bez skazy.

 



 


Black River – Humanoid otrzymuje:

ocena: 4/5


INNE WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

FACEBOOK ZESPOŁU

NASZ FACEBOOK

O autorze

"Out of the dark"

Grafik, meloman i wielki fan hokeju. Pisanie o muzyce jak i jej słuchanie to dla mnie czysta przyjemność oraz kwintesencja egzystencji.