CO WARTO NADROBIĆ Z MUZYKI – MARZEC 2019

Każdy miesiąc ma na swoim koncie albumy, które jakimś cudem zniknęły z naszego premierowego radaru. Przedstawiamy wam podsumowanie marca, czyli kilkanaście recenzji muzycznych premier z poprzedniego miesiąca, na które warto lub trzeba zwrócić uwagę. Opisanie w maksymalnie 150 słowach albumu nie zawsze okazuje się łatwy zadaniem.

 



 


TREDICI BACCI – LA FINE DEL FUTURO (ORCHESTRAL POP)

La Fine Del Futuro jest fascynacją latami 60. i 70. Tredici Bacci bawi się tą konwencją, ponieważ samo odniesienie traktowane jest bardzo swobodnie. Momentami obraz tej muzyki jest przerysowany, dokolorowany, ale nie da się mieć wątpliwości, co do inspiracji. Reżyserem tego spektaklu jest Simon Hanes, który wprawia w zachwyt swoim orkiestracjami. Główną rolę gra tu Sami Stevens, która wokalem przechodzi płynnie od popu przez jazz aż po wokalizy operowe. Jeśli w głębi serca tęsknicie za Dukem Ellingtonem, Arethą Franklin, piosenkami z Grease oraz musicalami i filmami z tamtego okresu, a do tego nie oczekujecie, że będzie to podane dokładnie w znanej formie, to możliwe, że ta płyta może wam się spodobać. Moim zdaniem jedna z bardziej zaskakujących płyt 2019 roku (jak do tej pory)!

Tredici Bacci – La Fine Del Futuro otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @inpluvia


ATHANASIA – THE ORDER OF THE SILVER COMPASS (MODERN METAL/MELODIC DEATH METAL/HEAVY METAL/THRASH METAL)

Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek napiszę coś dobrego na temat osób, które w jakikolwiek sposób są kojarzone z gigantem” pop-metalu Five Finger Death Punch. Piszę oczywiście o wokaliście i gitarzyście zespołu Athanasia Calebie Binghamie. Co prawda Caleb na długo nie zagrzał posadzki w FFDP, lecz przez bycie członkiem tego zespołu jest jakkolwiek rozpoznawalny. Słychać, że nad songwritingiem spędzono najwięcej czasu. Za to należy się pochwała. Przejścia z riffów ciężkich do lżejszych rockowych – są, niejednostajne kompozycje, także są. Śmiem twierdzić, iż Athanasia z Silver Comapssem obrała ścieżkę, którą FFDP powinien pójść po debiucie The Way Of The Fist. Wokal – „skrzeczący”, należy do rodzaju tych mustainowatych. Sprawdza się przez większość bardzo dobrze, a czyste momenty dodają sporo do, i tak już gęstej, podłej atmosfery. Ostatnia kompozycja White Horse to zarazem genialne domknięcie, jak i mój ulubiony utwór na płycie. Posiada wszystko czego oczekuję od metalowego strzału.

Athanasia – The Order of the Silver Compass otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


ALAMEDA 5 – EURODROME (EXPERIMENTAL/PSYCHEDELIC)

Alameda 5, czyli mocno spokrewniony projekt z innymi Alamedami, to rzecz na którą warto było czekać. Pomimo upiornego ambientowego otwarcia albumu (Blitz-Krieg-Spiel), niczym z filmów grozy, Eurodrome jest raczej radosny, a przynajmniej tak się wydaje. Na pozór sielankowe kompozycje kryją jednak w sobie przygnębiające przesłanie. Niespokojna perkusja przygrywa sennym wokalom w tropikalno-rytualnym rytmie. Dodatkowo wykorzystano tutaj nagrania dźwiękowe, na których ludzie odpowiadają w różnych językach na nietypowe pytania („Z jaką kuchnią kojarzysz Europę?”, „Porównaj Europę do muzyki lub samochodu.”). Przy tej narracji, muzyka zaczyna nabierać innego nacechowania, a w tym elektrycznym eurodronie zaczyna się robić nieswojo i duszno. Niepokojące tło wgryza się gdzieś pomiędzy beztroski śpiew i raz po raz nas szczypie, czy chcemy, czy nie.

Alameda 5 – Eurodrome otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @inpluvia


DARIA ZAWIAŁOW – HELSINKI (POP/ALTERNATIVE/ELECTRONIC)

Śmiało można opisać twórczość Darii Zawiałow powiewem świeżej melodyjnej bryzy. Helsinki są odziane w poetyckie teksty. Przeważnie niepozorne wersy, pod sporą pierzyną niejednoznacznych metafor, niosą ze sobą drugie, a nawet trzecie dno. Oprócz fantastycznej, niekiedy hipnotyzującej pracy wokalu, dostajemy wielopostaciowość melodii. Nie dobiję się do Ciebie to genialna wariacja na temat początków elektronicznej muzyki w połączeniu z disco i z dziwnym, alarmującym funkiem. Trudno jest wybrać element, który najbardziej zapada w pamięć, bo zarówno zwrotki, jaki i refreny sprawują się niebywale, Punk Fu! to najlepszy tego przykład. Helsinki, drugi studyjny album Darii zostawia zdecydowanie lepszy wydźwięk i odciska piętno na działalności artystki. Poprowadzony w wiele brzmieniowych kierunków, zostawia otwartą furtkę na przyszłe dokonania twórczyni. Fenomenalną, dodatkową rzeczą, napędzającą to wydawnictwo jest fakt, iż każda persona zinterpretuje teksty na swój własny sposób. Zależnie od tego czy akurat ma stany depresyjne, czy wybitnie euforyczne.

Daria Zawiałow – Helsinki otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


OCEANS – INTO THE VOID [EP] (POST DEATH METAL/METALCORE)

Co jeśli pewnego dnia, każdego z nas, wypełni zimna, przeszywająca nicość? Zawładnie umysłami i sprowadzi nasze myślenie do tego bardzo dekadenckiego. Wszystko zarysuje się w ciemnych, ostatecznych kolorach, aż w końcu zrozumiemy, że pomimo ludzi, którzy otaczają nasze ciało jesteśmy tak naprawdę sami oraz skazani tylko i wyłącznie na własne umiejętności, czy kondycję psychiczną. Walka w pojedynkę albo nas umocni, albo pogrzebie. Oceans stworzony przez muzyków z Niemiec i Austrii pokazuje nietypowe połączenia w ciężkiej muzyce. Zespół porusza powszechny problem depresji. W Into The Void uzmysławia, dzięki grze wokali, z czym faktycznie osoby dotknięte problemami natury psychicznej mogą (nie muszą) się zmagać. Jest mrocznie, przygnębiająco. Miks idealny, a sporo rozwiązań zaszokuje nie tylko niedzielnych słuchaczy. Zespół z pierwszym nagraniem prezentuje się świeżo. Wypada bezkonkurencyjnie w takim brzmieniu. Połączenia momentów post-metalowych z growlem, a także z czystym charakterystycznym wokalem, wypadają po mistrzowsku. Obok Into The Void nie da się przejść obojętnie.

Oceans – Into The Void otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


MARK MORTON – ANESTHETIC (METAL/METALCORE/MODERN METAL)

Mark Morton przemija, a my razem z nim. W swój solowy projekt, gitarzysta Lamb Of God, zaangażował sporo muzycznych osobistości. Jest Alissa White-Gluz z Arch Enemy, nieżyjący już Chester Bennington z Linkin Park, czy Chuck Billy z Testament. Po sesji z Anesthetic nasunęła mi się jedna myśl, iż jest to płyta ukazująca postać gitarzysty i jego dokonań na przestrzeni lat oraz to, co prócz ciężkich, ryjących riffów lubi alternatywnie zagrać. Ot takie jego greatest hits. Znajdziemy tutaj konkretnie podane, a’la thrashmetalowe, ciosy Cross Off, The Never, a także coś lżejszego i kompletnie z innego bieguna doświadczeń brzmieniowych Axis, Reveal. Rzucają nowe światło na jego twórczość. Popisy tego już znamienitego artysty, co prawda momentami brzmią bliźniaczo podobnie do tych z Lamb Of God, ale pomimo tego są soczyste i potrafią zaskoczyć. Trudno nie zauważyć, że ten krążek to gratka skierowana przede wszystkim do fanów twórczości Marka.

Mark Morton – Anesthetic otrzymuje:

Autor recenzji: @terriblekonrad


VIENIO – TWARZØVA (RAP/HIP-HOP)

Vienio, raper niegdyś tworzący w Molesta Ewenement, puścił w eter jedną z najlepszych polskich hip-hopowych płyt ostatniego kwartału. Piotr nawija o niezwykle dojrzałych, osobistych przemyśleniach. Z pomocą wielu innych wykonawców jak SKUBAS, Bovska, czy również Paprodziad, stworzył album, który z powodzeniem stawia czoła w walce z przeciwnikami ekosystemu. Przemyca sporo futurystycznych idei, rozwiązań. Mam na myśli głównie automatyzację „części” ludzkich, czy problem z odpadami. To ogromna szansa, aby przybliżyć młodym pokoleniom globalne problemy, na które codziennie rzadko zwraca się uwagę. Teksty, gra słów to klasa sama w sobie. Czuć, że artysta wierzy w to, o czym rapuje. W tym tkwi przede wszystkim kompozycyjny sukces Twarzøwej. Poza tym płytę słucha się nadzwyczaj przyjemnie, nawet sporadyczne bluzgi nie rażą uszu. Jak przeważnie w tego typu rodzimych produkcjach zwyczajnie nie leżą mi bity, to tutaj Magiera odpowiedzialny za muzykę, zmienia moje podejście do tego segmentu.

Vienio – Twarzøva otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


QUEENSRŸCHE – THE VERDICT (PROGRESSIVE METAL/METAL/HARD ROCK)

Od czasu Promised Land Queensrÿche ani razu mi nie zaimponował. Nieważne czy to z nowym, obecnym wokalistą Toddem La Torre, czy z ówczesnym ex wokalistą Geoffem Tate. Co prawda były utwory zwiastujące powrót do formy, lecz tak szybko jak mi wpadały w przysłowiowe ucho, to tak szybko o nich zapominałem. The Verdict nie zmienia takiej kolei rzeczy. Po raz kolejny otrzymujemy „zwiastuny” przebłysku geniusza, a nie pełnię możliwości potrafiącą zwalić niejedno istnienie z nóg. 15. studyjny longplay jest o tyle ciekawą propozycją, że rzuca przychylne światło na przyszłe rekordy. Nawet te zwiastuny występują tutaj nader często. Pierwsze trzy kompozycje zgrabnie przypominają i ukazują twórczość zespołu na przestrzeni kilkudziesięciu lat działalności. Riffy są solidne. Niestety nie rozwijają się na tyle by je pamiętać, ale dostarczają konkretnych wrażeń. Głos Todda przekazuje frapującą energię. Skojarzenie może nietrafne, ale Propaganda Fashion wybrzmiewa grungowo, niczym Stone Temple Pilots. Warto dać szansę The Verdict.

Queensrÿche – The Verdict otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


SERMON – BIRTH OF THE MARVELLOUS (PROGRESSIVE METAL)

Jeśli byliście zachwyceni tegoroczną płytą Soena to koniecznie sprawdźcie Sermon. To działa też w drugą stronę. Jeśli płyta Soena, z jakichś powodów, nieco was rozczarowała, a dodatkowo lubicie klimat Katatoni, to może warto sięgnąć właśnie po Birth of the Marvellous. Inspiracje nasuwają się od razu, ale jednocześnie nie jest to kalka i zespół daje dużo od siebie. Już pierwszy utwór, The Descend, z psychodeliczno-atmosferycznymi klawiszami i okrzykami tłumu dobrze ukazuje potencjał płyty i jednocześnie to, jak dalej będzie tworzony obraz, wysuwający się z albumu. Trzeba przyznać, że kompozycje są niezwykle chwytliwe. Do tego budowanie atmosfery wydaje się bardzo naturalną, swobodną czynnością, od epickości, przez tryumfalność do złowieszczych momentów i wyciszenia. Delikatne, długie linie melodyczne z mocną perkusją i gitarami to dobrze uzupełniające się siły, co owocuje naprawdę świetnym debiutem od Sermon!

Sermon – Birth of the Marvellous otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @inpluvia

O autorze

"Out of the dark"

Grafik, meloman i wielki fan hokeju. Pisanie o muzyce jak i jej słuchanie to dla mnie czysta przyjemność oraz kwintesencja egzystencji.