CO WARTO NADROBIĆ Z MUZYKI – KWIECIEŃ 2019

PODSUMOWANIE KWIETNIA

Powracamy z podsumowanie miesiąca. Tym razem jest to PODSUMOWANIE KWIETNIA i propozycje, które powinniście nadrobić. Tak samo jak miesiąc temu jest to zestawienie kilkunastu mini-recenzji. Staramy się wybierać pozycje z każdego pogranicza muzycznego, co możecie zauważyć poniżej w recenzjach.

 



 


[P.U.T] – WE ARE [BR]OTHERS (EXPERIMENTAL/DRONE/SLUDGE METAL)

Gdyby się tak zastanowić to trudno byłoby natrafić na nowość od [P.U.T]. Francuska trójca eksperymentalnych muzyków stworzyła coś na kształt buntu maszyn w śnie Trenta Reznora. Byłem w szoku po pierwszym odsłuchu i jestem nadal po kolejnych. To jak intrygująco poprowadzone są kompozycje zasługuje na owacje na stojąco. We Are [Br]others słucha się emocjonująco od początku do końca. Z wyłączeniem uroczego francuskiego akcentu wokalisty, większość rozwiązań słyszałem po raz pierwszym w życiu. Nie wiem jak im się to udało, ale najwidoczniej można i to się opłaca. Chcecie posłuchać zmiksowanych, stylizowanych na wypowiedzi dyktatora, wokali? Proszę bardzo, odpal Possesed. Niewykluczone, że ciekawią Cię futurystyczne rytmy disco. Jeżeli tak, to w takim razie polecam z kolei numer Opressed. Jakiekolwiek z dziesięciu ogniw weźmiecie na warsztat to nie będziecie zawiedzeni, albowiem są to pierścienie niosące na swoich barkach odosobnione doświadczenia.

[P.U.T] – We Are [Br]others otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


DEAD TO A DYING WORLD – ELEGY (BLACK/DOOM/POST METAL)

dead to a dying world elegy

Zdecydowanie mój faworyt z kwietnia i coś, co się wyróżnia na tle wszystkich metalowych kalek z ostatnich kilku lat. Nawet jeśli to nie wasza bajka to po prostu ciężko przejść obok tego obojętnie. W samym centrum Elegy stoi altówka, ale gdzieś pomiędzy, uda wam się usłyszeć lirę korbową, organy Hammonda czy wiolonczelę. Nie trudno się domyślić, że album jest melodyjny, ale Dead To A Dying World bardziej wchodzi w strefę tęsknoty i smutku z przewagą rozpaczliwego growlu na wokalu. Utworom pozostawiona jest przestrzeń, by odpowiednie emocje mogły wybrzmieć, a jednocześnie smyczki cały czas napędzają filmową atmosferę. Elegy to opowieść z perspektywy ostatniego człowieka na ziemi, po której niegdyś chodzili chciwi i dumni ludzie. Ludzkość została zgubiona przez swoją pychę, a samotny wędrowiec przepełniony smutkiem rozmyśla nad nieistotnością człowieka wobec czasu.

Dead To A Dying World – Elegy otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @inpluvia


KNOCKED LOOSE – MISTAKES LIKE FRACTURES [EP] (HARDCORE/METALCORE)

Mistakes Like Fractures to 9 minut czystej bezpardonowej rozwałki. Zajmujące jest jak w kilkuminutowych strzałach przedstawiciele hardcorowej sceny od dawien dawna potrafią zamieścić nie ładunek, ale cały fracht energii oraz gniewu. Ciekawą kwestią jest warstwa liryczna, bo po lepszym wsłuchaniu praktycznie każdy wyraz jest zrozumiały. Nie wiem na ile to kwestia barwy głosu Bryana a na ile to, że już sowity kawał czasu słucham takich rzeczy. Nie mniej jednak, jeśli szukacie buzujących testosteronem shotów do walki z samym sobą, z przeciwnościami losu albo po prostu do wszelakich ćwiczeń, to Mistakes Like Fractures pasuje idealnie. Riffy kreowane na „stąpającego słonia” dodadzą wam chęci i zapału do działania. Knocked Loose z tą epką zwiastuje prawdopodobnie nowy album, który z pewnością rozwinie myśl przewodnią tego wydawnictwa.

Knocked Loose – Mistakes Like Fractures [EP] otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


HAŃBA – 1939 (FOLK PUNK)

hańba 1939

Na albumie 1939 znajdziemy teksty Józefa Wittlina, Władysława Szlengla, Zuzanny Ginczanki i Tadeusza Hollendra, pochodzące właśnie z tamtego okresu, a wsadzone w bardziej współczesne brzmienie. Zaskakujące jest to, jak wybrane wiersze mogłyby być zinterpretowane obecnie, bo wydają się niedalekie od współczesnej rzeczywistości. Pozostaniemy z wątpliwościami; czy obecny świat jest bardziej cywilizowany, niż ten z 1939 roku? Czy współcześni ludzie są bardziej „ludzcy”? Album od Hańby, pomimo wesołej oprawy, zostawia raczej gorzkie doznania. Nawet jeśli trochę się go nadinterpretowuje to, czy znajdujemy się w 1939, czy w 2000 roku, za każdym razem wyniesiemy z tej podróży coś wartościowego. Jedyny minus to okropnie krótki czas, jaki będziemy musieli na nią poświęcić.

Hańba – 1939 otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @inpluvia


LOR – LOWLIGHT (FOLK/INDIE)

Co mnie skłoniło do sprawdzenia Lowlight? Poza naszą niedocenioną Inpluvią, był to wiek artystek. Lor tworzą cztery młode, choć niezwykle dojrzałe i empatyczne, kobiety. Muzyka w Lowlight opiewa w folkowe rozwiązania, przykładowo gra skrzypiec czy nastrojowy fortepian. Klimatyczny to słowo modelowo określa album. Aquarius, Cinnamon, Patty Boo zapraszają do wnętrz autorek. Pozwalają zobaczyć ich fascynacje oraz motywacje jakimi się kierują w dzisiejszym świecie. Przeto każdy chciałby żyć w bajce, którą sobie wyśnił. Jagoda, obie Julie i Paulina w pierwszej kolejności stawiają na działanie, co do tej pory udaje im się znakomicie. Pochodzą z Polski, gdzie posiadają już spore grono publiczności. Co więcej wszystkie teksty są w języku angielskim, co z kolei pozwala na ekspansję poza granice naszego kraju. Możliwości łagodnie urzekającego głosu Jagody są prawdopodobnie większe niż ukazane tutaj. Liczę na szersze spektrum osiągów pod tym względem w niedalekiej przyszłości.

Lor – Lowlight otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


HANIA RANI – ESJA (MODERN CLASSICAL)

hania rani esja

Organek śpiewał „Ty jesteś taka moja mała Kate Moss”, a o Hani Rani wypadałoby nucić, że to jest taki nasz mały Philip Glass. I dobrze, bo każdy takiego swojego lokalnego Glassa powinien mieć. Hania może być wam znana między innymi z duetów tęskno czy też tego z Dobrawą Czocher, ale warto odstawić wszystko na bok i sięgnąć właśnie po Esję. To jedna z tych płyt, o których im mniej się powie, tym lepiej, bo słowa wydają się zbędne. Hania Rani przedstawia nam kawałek, bardzo żywej, muzyki programowej. To krótkie sceny, pobudzające przepływ myśli i plastycznych obrazów. Dźwiękom pianina towarzyszą stukoty młoteczków i innych mechanizmów instrumentu, a czasami te mechaniczne brzmienia przechodzą płynnie w cichutki śpiew ptaków.  Usłyszymy też oddech kompozytorki, co sprawia, że atmosfera stworzona przez Hanię jest bardzo intymna. Jeśli boicie się rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady (lub do Islandii), tutaj zrobicie to, nie wychodząc nawet z domu.

Hania Rani – Esja otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @inpluvia


SECRET BAND – LP2 (HARDCORE/POST HARDCORE/METALCORE)

Członkowie Dance Gavin Dance się nie patyczkują. Secret Band to boczny projekt m.in. dwóch założycieli DGD. To, co nie sprzedałoby się pod banderą zespołu z Sacramento w przypadku odskoczni i stworzeniu mini supergrupy pasuje idealnie. Jon Mess swobodnie, bez żadnych ograniczeń wydziera się wniebogłosy zachowując przy tym styl oraz fundując nam gniewne, buntownicze doznania. Jest zdecydowanie ciężej, wszakże wszyscy lubujący się w dziwacznych, melodyjnych, ciętych riffach w DGD, odnajdą je i tutaj. Pojedyncze strzały błyskawic z gitary Willa (w Lightning) są tego najznamienitszym dowodem. Drugi krążek tajnej grupy zatytułowany zwyczajnie Lp2 nie odkrywa koła na nowo, jednakże solidnie rozwija ideę pochodzącą z pierwszej płyty. Całość jest utrzymana w hardcorowym tonie. Wokal, czyli w większości wykonywany techniką screamo, jak gdyby rozgrzana do czerwoności lokomotywa, chce w końcu zmusić Cię do działania. Lp2 potrafi zaskoczyć, pomimo to, iż prób odegrania depresyjnej nienawiści przez corowe zespoły słyszeliśmy setki jak nie tysiące razy.

Secret Band – Lp2 otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


THE CHEMICAL BROTHERS – NO GEOGRAPHY (ELECTRONIC/DANCE/TECHNO)

Nie samymi przygniatającymi dźwiękami człowiek żyje. Niekiedy, aż trzeba się pobujać w rytm elektronicznych dźwięków. Tym bardziej, iż płyną one spod konsol legendy tego gatunku. Po, według mnie, niedocenionym, a zarazem bardzo satysfakcjonującym Born In The Echoes The Chemical Brothers prezentuje No Geography, czyli komputerową wariację dotyczącą folkowych charakterystycznych melodii przewodnich. Dużo w No Geography gęstych i trudnych do przejścia bitów. Got To Keep On oprócz zbitego, jak masa na ciasto, bitu wyraża ścieranie się o siebie stali, poprzez psychodeliczne piłowanie. Spadając na nasze rejestratory dźwiękowe cząstki wirtualno-kosmicznego deszczu w Gravity Drops pozwalają odpłynąć oraz się w nich zanurzyć. Prawdziwą intensywną histerią brzmieniową jest Free Yourself, gdzie skondensowany atak mechanicznych szerszeni w jakiś sposób nas wyzwoli. Trudno jednogłośnie wyłonić typowy hit, jak sprzed laty po dziś dzień stały się nimi pamiętny Hey Boy Hey Girl i Setting Sun. Czas zweryfikuje, który utwór możliwie podzieli los klasyków.

The Chemical Brothers – No Geography otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


PERIPHERY – IV: HAIL STAN (PROGRESSIVE METALCORE/DJENT/MODERN METAL)

Kiedy inni nie dają rady przychodzi takie Periphery i odwala za nich robotę. Mówię o Bring Me The Horizon z ich popową wydmuszką Amo, czy Fallujah z Undying Light. Udany miks lżejszej, rozrywkowej strony z ciężką, emocjonalno-corową otoczką nadaje głębi IV: Hail Stan. Trochę czasu potrzebowałem, aby polubić Blood Eagle, lecz za to od pierwszego usłyszenia zakochałem się w Garden In The Bones oraz Crush. Wszystkie te utwory posiadają w sobie elementy, których zabrakło mi na albumach wymienionych wcześniej. Popowe refreny, melodyjne riffy przeplatają się z ciężkim growlem, ponadto perkusja jest wyborna, a przesadna ilość elektronicznych rozwiązań nie jest przesadna. Wielkie uznanie należy się głównie Spencerowi. Magia jego głosu, nie odzwierciedla jak powinna być to wybitna płyta. Krzykami przeszywa i penetruje nas od środka, by za moment łagodnie i cicho obudzić nasze dusze z tego osłupienia. Mniej radio-friendly hitów = bardziej zadowolony ja.

Periphery – IV: Hail Stan otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


SADISTIK – HAUNTED GARDENS (HIP-HOP/ALTERNATIVE)

Gdy przychodzi moment załamania, kiedy to bańka bezpiecznej strefy komfortu gwałtownie pęka, wtedy wszystko jest dla nas obojętne. Otoczenie przypomina nam o stracie, a często myśląc o sensie życia dochodzimy do wniosku, iż wszystko jest tymczasowe. Dzisiaj jesteśmy martwi, by następnie po trudnej nocy wstać jak gdyby nigdy nic. Regularnie w pogoni za karierą zapominamy o tym co jest tak naprawdę najważniejsze. Zgłębiając funkcjonowanie życia, Sadistik – alternatywny raper, nakierowuje na dobrą drogę za sprawą Haunted Gardens. Perfekcyjnie gra na emocjach, uzmysławiając traumę, która ciągle go goni. Równocześnie pokazuje jak wytrzymały i dzielny jest w tym wszystkim. Jego piąty krążek to tak zwane sacrum, miejsce gdzie ze wszystkiego może się wyspowiadać. Brzmienie jest utrzymane w melancholijnym, niekiedy wybuchowym nastroju. Dziwne, że dowiedziałem się o nim tak późno, bowiem Sadistik to genialny twórca. Haunted Gardens to wyborna odskocznia od próżnych i pozerskich twórców hip-hopu.  

Sadistik – Haunted Gardens otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


THRICE – DEEPER WELLS [EP] (ROCK/ALTERNATIVE ROCK)

Deeper Wells to epka wypuszczona z okazji Record Store Day. Są to b-side’y ostatniej płyty. Nie jestem fanem Palms, jednakże Deeper Wells jakimś dziwny cudem przypadła mi do gustu. Co prawda nie jest to poziom To Be Everywhere Is To Be Nowhere, ale zaspokaja mój głód po porażce jaką według mnie jest ich ostatnia płyta. Dustin ponownie brzmi jakby mu zależało. Nie są to high-topowe utwory, lecz spajają ze sobą przebojowość i świeżość z To Be Everywhere Is To Be Nowhere z tą popowo-radiową stronę znaną z Palms. Byłem bardzo zszokowany po pierwszym odsłuchu Deeper Wells, dlaczego tracki jak A Better Bridge oraz In This Storm nie znalazły się na głównej płycie. Nie znajdziecie tu zbędnej elektroniki tylko czyste rockowe granie, które potrafi wzruszyć a zarazem obudzić w środku gniew. Nadzieja przeplata się tu z porażką. Pokochałem Thrice właśnie dzięki tej symbiozie.

Thrice – Deeper Weels [EP] otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


BELZEBUBS – PANTHEON OF THE NIGHTSIDE GODS (BLACK METAL/BLACKENED BLACK METAL/OCCULT ROCK)

Belzebubs znienacka zaskoczył materiałem. Wstępując w mroczną stronę, swoją przynależność powinno się udowodnić przesłuchaniem Pantheon Of The Nightside Gods. Ten album powinien być biblią głoszącą imię szatana. Jeżeli już miałbym uczestniczyć w czarnej mszy to chciałbym, aby przebiegała zgodnie z cyklem Pantheon Of The Nightside Gods. Jest tu wszystko czego potrzeba. To jak Ghost tylko, że cięższy i bardziej wystrzałowy. Przez cały miesiąc odczuwałem pustkę z powodu braku porządnego black metalu. Szukałem wzdłuż i wszerz nowości, co by mnie zadowoliły. Znalazłem debiut Belzebubs, na którym doświadczam, z każdym nowym odpaleniem, objawienia. Klawisze w Nam Gloria Lucifer potrafią zdziałać „cuda budując wraz z nieprzerwanymi riffami w tle atmosferę wezwania Mrocznego. Następnie lekkie, akustyczne dogrywanie w The Crowned Daughters zmienia o 180 stopni dotychczasową gatunkową narrację longplayu. To jest właśnie genialny przykład tej „ghostowości wykorzystanej na tej płycie. Wszyscy zawiedzeni Prequelem od Ghost w końcu dostali okultystyczną płytę na miarę płyty roku (?).

Belzebubs – Pantheon Of The Nightside Gods otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


MULDROTHA – WHERE TERROR THRIVES [EP] (DEATH METAL)

Kolejna epka, ale tym razem przedstawiająca całkiem nowy zespół. W sumie Muldrotha można nazwać supergrupą, albowiem tworzą ją członkowie Fallujah, Decrepit Birth i The Zenit Passage. Przechodząc już do samego materiału, Where Terror Thrives na pierwszy rzut „ucha nie wyróżnia się na tle innych standardowych death metalowych zespołów. Nie dajcie się temu wrażeniu zwieść, ponieważ to jedna z bardziej przystępnych odsłon death metalu tego roku. Dzięki ciężkim, powolnym riffom uzyskano efekt mielenia mięcha w maszynce. W niej ręcznie musimy przekładać i wyciągać padlinę, jako że kości ofiar powodują chwilowe zastygnięcie maszyny. Dodatkowo wokalista The Zenith Passage Greg Hampton potrafi cały czas wydobywać z siebie odgłosy niczym z ludzkiej próżni. Where Terror Thrives okraszona człowieczą padliną nieskomplikowanie częstuje odbiorców złem, które znajduje się u naszych podstaw.

Muldrotha – Where Terror Thrives [EP] otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


FROZEN CROWN – CROWNED IN FROST (POWER METAL/HEAVY METAL/CIUTKĘ MELODIC DEATH METALU)

Zlodowaciałe skarpy, tona śniegu pod nogami, żeby nie było za łatwo to druga tona spada właśnie z nieba a my czekam na bitwę w tych warunkach. Co za ulga, że po naszej stronie stoi Frozen Crown i nieprzerwanie zagrzewa nas do walki. Charyzmatyczna wokalistka Giada jest sercem zespołu, może początkowo nie polubicie jej głosu, jednakże z czasem do niego przywykniecie a warto dać szansę. Wielce podobają mi się numery, które mają charakter i ton dwóch głosów. Wtedy oprócz Giady wykazuje się także Federico. Rodzi to momenty, gdzie zapominamy czy lubimy głos Giady, czy też nie i oddajemy się duchowi woli walki, szczerze polecam utwór In The Dark. Należy wspomnieć o młodziutkiej, pięknej basistce. Thalia Bellazecca radzi sobie wnosząc tu i ówdzie kolorytu kompozycjom przepełnionym zimnem. Koniecznie sprawdźcie Crowned In Frost pod warunkiem, że lubicie klimaty podobnych zespołów chociażby jak: Visigoth, Blind Guardian jak również Gloryhammer.

Frozen Crown – Crowned In Frost otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


FAT WHITE FAMILY – SERFS UP! (PSYCHEDELIC/EXPERIMENTAL/ALTERNATIVE)

fat white family serf up

Serfs Up! to coś z kwietnia do potańczenia. Już od samego początku (Feet) rytmy disco z lat 80. porwą nas mentalnie w stronę parkietu i kolorowych świateł odbijanych od kul dyskotekowych. Gorączka sobotniej nocy zostanie trochę zmącona wolniejszym I Believe In Something Better, by później przejść płynnie w wolny taniec z solówką saksofonu. Brzmienie zespołu zaciekawiło mnie na tyle, by zrobić kilka rundek z Serfs Up!. Konstrukcyjnie to typowe „piosenki” do słuchania gdzieś w tle, jednak zabawa brzmieniem aranżacji i dosyć swobodne podejście do tego tematu potrafi zaskoczyć nie raz. Po drodze natkniemy się na chorał gregoriański, dodające kontrastu sample i muzykę westernowo-psychodeliczną. W większości przypadków włożone jest to wszystko w chwytliwe piosenki. Teksty z Serfs Up! to już osobna historia, której rozszyfrowanie może sprawić nie lada wyzwanie.

Fat White Family – Serfs Up! otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @inpluvia


INNE WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

NASZ FACEBOOK

O autorze

"Out of the dark"

Grafik, meloman i wielki fan hokeju. Pisanie o muzyce jak i jej słuchanie to dla mnie czysta przyjemność oraz kwintesencja egzystencji.