CO WARTO NADROBIĆ Z MUZYKI – MAJ 2019

PODSUMOWANIE MAJA

Maj, cóż to był za miesiąc! Szkoda jednak, że spora część głośnych premier ukazała się dopiero 31 maja. Niemniej jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wszystkie nadrobimy w przyszłym miesiącu! A tymczasem PODSUMOWANIE MAJA i sporo perełek od undergroundowych zespołów.

 



 


THE SKINTS – SWIMMING LESSONS (REGGAE/ROCK/SKA)

Ogłaszam wszem i wobec wszystkim przeciwnikom polskiego reggae, że The Skints nie ma nic wspólnego z polskimi karykaturami tego gatunku! Swimming Lessons zgrabnie łączy rock, muzykę popularną z korzeniami reggae. Także jeżeli nigdy nie słuchaliście reggae z powodu okropnych opinii, The Skints to idealna grupa do rozpoczęcia przygody z tym nurtem. Nie spodziewałem się sam, że to aż tak na mnie zadziała. Learning to Swim, Gets on Top, Restless, What Did I Learn Today?, Armageddon bangląją aż miło. Co najważniejsze, chce się do nich wracać. Jest różnorodnie, gdyż wokale co rusz się przeplatają. Zawdzięczamy to trzem wokalistom. Najbardziej przypadła mi do gustu Marcia ze swoim krystalicznie pięknym oraz urzekającym głosem. Miejcie na uwadze również fakt, iż prócz bujających, spirytualnych motywów znalazło się miejsce na cięższe rockowe sekcje. Jak dla mnie płyta warta każdej złotówki i każdej minuty wolnego czasu.

The Skints – Swimming Lessons otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


ZAMILSKA – UNCOVERED (ELECTRONIC/TRANCE/SYNTHWAVE)

Techno to rejony, które rzadko odwiedzam, ale od czasu do czasu zdarzają się wyjątki. Takim wyjątkiem, który lekko zmniejsza poziom mojej ignorancji jest chociażby Zamilska. Artystka zgrabnie łączy elementy noise’u, world music i oczywiście, wspomnianego już na początku, techno. W dużej części to chłodne bity, okraszone wyróżniającym się motywem, który ma jedno zadanie – brzmieć na tyle chwytliwie i mantrycznie, by nie znudzić się za dziesiątym razem. Wtórują temu upiorne wokale, a także egzotyczno-psychodeliczne melodie. Album pomaga się dostroić do innych wymiarów – zaświatów. Wyobrażam sobie, że to samo uczucie, które pojawia się podczas słuchania Zamilskiej, towarzyszy również szamanom po wypiciu naparu z Ayahuaski. Uncovered to w większości niepokojącą i klaustrofobiczna atmosfera, zmuszająca swoim miarowym bitem do tańca.

Zamilska – Uncovered otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @inpluvia


SOFY MAJOR – TOTAL DUMP (NOISE ROCK/HARDCORE/SLUDGE)

Francuska hardcorowo-noise’owa ofensywa działa niemalże piętnastu lat. Sofy Major pomimo niezbyt dużego rozgłosu dał się poznać swojej publice na tyle dobrze, by wydać łącznie 4 longplaye. Jest to sporo, co przyczyniło się do ich narodowego sukcesu. Oczywiście jak na alternatywne zespoły przystało, i w tym przypadku, atakują głównie niesłuszne działania polityków czy tytułowe głupie postawy aktywistów publicznych. Gdybym miał porównać pracę gitar do dźwięków wydawanych przez nasze organizmy to zapewne byłyby to gryzy czegoś bardzo chrupkiego. Total Dump pozytywnie zaskoczył i powoduje chęć sięgnięcia po wcześniejszą dyskografię zespołu. Kilkanaście agresywnie-szybkich strzałów, jak Cream It pobudza wiotkie mięśnie do gimnastyki. Wokal jak również nieodłączny chór, kreowane na krzyki tłumu, przemawiają za stanięciem do walki o własne, lepsze jutro! O ironio, wszystko utrzymane jest w prześmiewczej atmosferze.

Sofy Major – Total Dump otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


KINGDOM – ROTTING CARCASS ARISE UPON THE BURIAL MOUND (DEATH METAL)

W dobie ciągłego pędu Kingdom ze swoimi krótkimi strzałami powinien znaleźć dotąd więcej odbiorców. Trzeci studyjny album Rotting Carcass Arise Upon The Burial Mound nie wyłamuje się ze schematu poprzednich dokonań grupy. Plugastwo, narodziny zła ostatecznego, czy również błyskawiczna gra palców są na miejscu. Jest to samo co wcześniej, jednakże w odświeżonej aktualnej formie. Teksty do tracków są anglo i polskojęzyczne, jednakże kto by zwracał uwagę na teksty w tym gatunku. Liczy się prędkość, jak najgłębszy growl i perkusja uderzana z częstotliwością szybszą niż w starym dobrym Bloodbathie, tak aby czacha dymiła. Zespół potrafi zaskoczyć. Zatracony w Obłędzie jest mrocznym, instrumentalnym, grobowym przerywnikiem, gdzie perkusja potrafi rozsadzić najstarszą kryptę. Kingdom ma szansę, żeby być czymś większym aniżeli kolejnym death metalowym undergroundowym zespołem, słuchanym z powodu nieustającego łomotu.

Kingdom – Rotting Carcass Arise Upon The Burial Mound otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


GIANT DWARF – GIANT DWARF (STONER ROCK/PSYCHEDELIC/STONER METAL)

Dobrego stonera nigdy za wiele! Giant Dwarf debiutuje okazale. Nie dość, że przywodzi na myśl legendarną grupę Kyuss to ponadto tworzą most pomiędzy, właśnie, retro stonerem, a tym tworzonym w dzisiejszych czasach. Nie mogło się obyć bez nawiązań do naszego rodzimego Weedpeckera, niemieckiego Eldera, czy bardziej radiowego Royal Blood. Jak czerpać to od najlepszych, tym samym piątka Australijczyków ukazuje się w inteligentnej odsłonie. Pomimo tego, że kawałki są krótkie, jak na stoner, i najbliżej im długością oraz przebojowością do Queens Of The Stone Age, to w tych kilkuminutowych strzałach potrafią zawrzeć historie, które rozciągają się w czasie. Repeat After Defeat oddaje abstrakcyjnego ducha zespołu. Giant Dwarf stara się brzmieć, i niekiedy im się to udaje, na magików z pustyni. Soczystość gitar buduje atmosferę psychodelicznej, niebezpiecznej, pogrążonej w burzy piaskowej dyskoteki.

Giant Dwarf – Giant Dwarf otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


ALLAGASH – CRYPTIC VISIONS (HEAVY METAL/THRASH METAL)

Cryptic Visions jest najbardziej kreatywnym, a zarazem kompletnym albumem jaki udało mi się słyszeć w bieżącym roku. Mastering oraz produkcja brzmią niebywale naturalnie, ponieważ nie słyszymy wszelkich technologicznych wspomagań, jest on utrzymany w oldschoolowym stylu. Panowie z kanadyjskiego Allagash tematycznie nawiązują do form życia zza światów oraz alternatywnej rzeczywistości, gdyby ludzie prehistoryczni zostali w swoim stanie, a podczas licznych wędrówek napotkali formy pozaziemskie. Take Warning jako intro zapowiada naprawdę wielką rzecz, co następnie się dzieje. Muzycznie jest to miks nowej ery brytyjskiego heavy metalu z szybkim thrashem. Kompozycje są rozbudowane, a mimo to zapadają w pamięć. Cryptic Visions za pierwszym razem zaintryguje, a za kolejnymi rozkocha i zadowoli szerokim wachlarzem rozwiązań. Jedynym minusem albumu jest jego długość, wszakże chciałoby się więcej niż 46 minut. Miodna praca gitar, solidna perkusja oraz wokal z innej czasoprzestrzeni tworzą tą fantastyczną brzmieniową materię.

Allagash – Cryptic Visions otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


SÜHNOPFER – HIC REGNANT BORBONII MANES (BLACK METAL/MELODIC BLACK METAL)

Ten surowy i pachnący siarką album jest wytworem jednego multiinstrumentalisty – Ardraosa. Już po pierwszym kawałku jest oczywiste, że to człowiek na odpowiednim miejscu. Ardraos dobrze wie, co zrobić aby podkręcić dramaturgię utworów i zatrzymać słuchacza na dłużej. Hic Regnant Borbonii Manes brzmi lekko symfoniczne, ale (i tu niespodzianka) bez symfonicznych instrumentów. Dodatkowo jest bardzo intensywnie. Nieustannie jesteśmy bombardowani melodiami gitar, szybkimi blastami perkusji i lamentem, wydobywającym się z trzewi wokalisty. Atmosfera jest przełamana ładną polifoniczną pracą gitar, dużą ilością ozdobników w gitarach akustycznych i czystymi śpiewami, które przypominają mi momenty np. z ostatniego Winterfylleth. Tak powinno się robić black metal!

Sühnopfer – Hic Regnant Borbonii Manes otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @inpluvia


WELCOME INSIDE THE BRAIN – QUEEN OF THE DAY FLIES (PSYCHEDELIC/PROGRESSIVE ROCK)

Niemiecki zespół, z wokalistą o manierze Alexa Turnera z Arctic Monkeys, przebija swoje osiągnięcia z pierwszego albumu i w Queen Of The Day Flies odkrywa siebie zupełnie na nowo. Muzyka naszych zachodnich sąsiadów od dawien dawna albo kojarzy nam się z klubowymi „techniawkami”, albo z szybką młócką pokroju Kreatora. Tym razem jest zupełnie inaczej, rzekłbym, że nawet dziwacznie. Kompozycje należą do tych zdrowo przeciągniętych. Welcome Inside The Brain postawił na psychodelę i to mocno pokręconą. Drugi longplay jest utrzymany w bardzo eleganckim, dystyngowanym tonie. Lekkie purpelowskie gitary oraz klawisze zgrabnie skaczą pomiędzy synapsami komórek. Jeśli lobotomiczne zaglądanie do własnego środka nie jest wam obce, a czasami łapiecie przysłowiową „zwiechę” to w Queen Of The Day Flies odnajdziecie znajome schematy mogące przybliżyć owe sytuacje.

Welcome Inside The Brain – Queen Of The Day Flies otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


FULL OF HELL – WEEPING CHOIR (GRINDCORE/NOISE)

Nieprzerwany gniew, wrzask, pisk i nieprzerwana perkusja to cechy charakterystyczne dla nowego krążka Full Of Hell. Chociaż tym razem zespół dodał więcej niezidentyfikowanych dźwięków niż kiedykolwiek wcześniej. Rainbow Coil pomimo „kolorowego” tytułu nic z kolorytem wspólnego nie ma, to czysta anihilacja szumowa zakończona serią strzałów. Największym fanem czwartego krążka grupy nie zostanę, gdyż nie do końca lubuję się w bliżej nieukierunkowanej sztuce, jednakże jako dzienna albo tygodniowa dawka niezobowiązującego chaosu Weeping Choir sprawdza się przednio, równo kładzie na łopatki natłokiem ordynarnego, niekiedy obrzydliwego tonu. Jeśli Weeping Choir miałby być dla mnie czymś więcej niż konstrukcyjnym bezładem, liczyłbym na coś pokroju debiutu Roots Of Earth Are Consuming My Home, gdzie czułem jakiś, co prawda umowny, ale sens. Na ten moment poza brutalnością elektronicznych ubogaceń nie jestem w stanie zaczerpnąć innych korzyści.

Full Of Hell – Weeping Choir otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


COM TRUISE – PERSUASION SYSTEM (SYNTHWAVE/ELECTRONIC)

Projekt, o przewrotnej nazwie pewnego znanego aktora, Com Truise jest prowadzony przez Pana Setha Haleya. Ten jegomość ma na swoim koncie szereg remiksów do bardziej lub mniej znanych utworów z przeróżnych gatunków. Dla mnie takim najbardziej pamiętanym jego wykonem jest Prayers/Triangles zespołu Deftones. To właśnie dzięki tej interpretacji sięgnąłem po solową twórczość Pana Haleya. Czwarty eksperymentalny, elektroniczny wybryk Persuasion System chyba najbardziej przypadł mi do gustu na równi z debiutem Galactic Melt. Krążek składa się z 9 utworów trwających 34 minuty. Według mnie jest to lekkie wprowadzenie w błąd. Połączyłbym je i dodał podrozdziały ze zmiennymi stanami humorystycznymi. Zaczynamy weselszymi tonami w Ultrafiche of You, Existence Schematic, aby przejść do mojej ulubionej części, czyli mechanicznej, symulowanej, pozornej bańki w Laconism oraz Privilige Escalation. To właśnie w tych dwóch ostatnich artysta rozwija skrzydła i daje poznać się od intrygującej strony. Dodatkowo, Persuasion System, jak i jego cała twórczość potrafi nieprzeciętnie zrelaksować.

Com Truise – Persuasion System otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


DEATHSPELL OMEGA – THE FURNACES OF PALINGENESIA (BLACK METAL/SLUDGE META/AVANT-GARDE)

Trudno napisać coś odkrywczego o francuskich eksperymentalistach z Deathspell Omega. Podczas ponad dwóch dekad swojej działalności twórcy zdołali zaskoczyć, jak i przyzwyczaić do odkrywania na nowo swojego brzmienia. Na szczególną pochwałę zasługuje umiejętność pisania takich płyt, które za każdym razem uszczęśliwiają czym innym i całościowo zostają zapamiętane odmiennie. Kontynuacja The Synarchy Of Molten Bones z 2016, czyli The Furnaces Of Palingenesia dla niewprawionego ucha może okazać się ciężka do przebrnięcia, jednakże po bólach i trudach z tym związanych, album zostanie godnie doceniony. Tak jak w Paracletus, trio postawiło na krótsze, lecz bardziej intensywne kompozycje. Z wyjątkiem znajomego avant-garde’owego black metalu pojawiają się gdzieniegdzie sludge’owe elementy. Zamykający utwór You Cannot Even Find the Ruins… zdaje się być odskocznią od przeraźliwie niepokojących dźwięków i swego rodzaju dywersją oraz możliwością przyszłościowego brzmienia. Jak zwykle Deathspell Omega stanął na wysokości zadania i za sprawą takich kompozycji jak Renegade Ashes dowodzą, że potrafią brzmieć epicko!

Deathspell Omega – The Furnaces Of Palingenesia otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


LICE – WOE BETIDE YOU (BLACK METAL/BLACKGAZE)

Lice to projekt wokalisty z zespołu Shining i Kirilla Krowliego  z Teitanblood. Niech was nie zmyli utwór otwierający – mówi on tylko tyle, co “tak smakuje nadzieja, której tu nie uświadczycie”. Na Woe Betide You znajdziemy całą paletę pomysłów i stylów. Od atmosferycznego black metalu, przez post-rock, jazz, ambient i surf-rock. Od typowego shiningowego wokalu po próby teatralnego i rockowego ugryzienia utworów. Po kilku odsłuchach albumu zostaję z pozytywnymi wrażeniami. Jest tam dużo miejsc, nad którymi można się rozpłynąć. Nie mogę pozbyć się jednak wrażenia, że część pomysłów przerosła możliwości muzyków. Szczególnie ciężko przebrnąć przez niektóre czyste partie wokalu. W Level Below czy Roadkill niestety widać, że górne partie to kres możliwości Kvarfortha i po prostu nie brzmią one dobrze. Mimo wszystko polecam posłuchać, a i myślę, że dla fanów Shining jest to pozycja obowiązkowa.

Lice – Woe Betide You otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @inpluvia


HAZPIQ – CEPHEID (PROGRESSIVE METAL/POST METAL/EXPERIMETNAL)

Dzięki ogólnodostępnej sieci możemy znajdować albo trafiać na takie perełki, jak Cepheid od francuskiego progresywnego (teraz) kwintetu Hazpiq. Wokalistka niczym syrena wyje przez większość swojego udziału na płycie. To bardzo reprezentacyjny zabieg, a w połączeniu z męskimi krzykami w tle przenosi do innego wymiaru, najlepiej takiego pod wodą, gdzieś w utopionej jaskini. Jest nieprzewidywalnie i niepokojąco, melancholijnie, a zarazem szybko i z przytupem. Epacte jest zakończony mrocznym przejściem w wir, który zatrzęsie wnętrznościami, a kolejny Aphelion rozpoczyna się akustycznymi dźwiękami i spokojnym bezsłownym śpiewem wokalistki, co może sugerować czegoś początek. Z gracją i elegancją linie melodyjne gitarzystów konstruują tło dla tych symfoniczno-klasztorno-wyniosłych popisów wokalistki. Gdyby komuś nie odpowiadała długość kompozycji, która momentami jest nieco przedłużona, to Cepheid oferuje dwie radiowe wersje utworów, które są znacznie skrócone od tych pierwotnych, także pomyślano o każdym!

Hazpiq – Cepheid otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


TANITH – IN ANOTHER TIME (HEAVY METAL/HARD ROCK/BLUES)

In Another Time jest płytą, gdzie klasyczny heavy metal połączony z hard rockiem przeplata się z nutką grozy w tle. Przebojowy duet na wokalu przykuwa uwagę słuchacza na nieco dłużej, aby ten mógł rozkoszować się lekkim, w stylu wokalistki Lucifera, wokalem Cindy oraz bardziej flegmatycznym i zmęczonym głosem Russa. Para wokalistów jest sercem zespołu, tą więź aż się czuje z głośników. Przez całość bawiłem się nieźle, lecz odczuwałem niekiedy brak większego polotu w riffach, jakiejś konkretnej melodii, którą zapamiętałbym na długie tygodnie. Ciekawszym pomysłem na kompozycje, a zarazem bardziej hipnotyzującą melodię, wyróżnia się Cassini’s Deadly Plunge. W tym utworze zarówno wokaliści, jak i pozostali muzycy tworzący zaplecze, popisują się swoimi umiejętnościami. Przy końcu przyśpieszają stonerowo-rockowym riffem à la Alter Bridge czy też Clutch. Także wkład został włożony i to całkiem spory. Brzmienie w In Another Time jest charakterystyczne. Wywołuje ten chciany efekt zaczarowania. Tanith debiutuje dobrze, a mógł znacznie lepiej.

Tanith – In Another Time otrzymuje:

ocena: 3.5/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


HATH – OF ROT AND RUIN (DEATH METAL/BLACKENED DEATH METAL/TECHNICAL DEATH METAL)

Nie oczekiwałem niczego konkretnego od tego albumu. Odkryłem go przypadkowo, a moja szczęka po jego przesłuchaniu wylądowała na głębokim dnie, niczym na dnie jeziora Bajkał. Bo jak inaczej opisać zespół, który wziął się znikąd, spiął brzmienie Rivers Of Nihil, Beyond Creation czy Obscury, aby ostatecznie rozbrzmiewać lepiej od 2 z tych 3 zespołów? Częstotliwość z jaką łamliwość dźwięków jest serwowana to ta pokroju perkusji Portnoya w jego latach świetności, czyli rzecz wspaniała. Mnóstwo ciekawie poprowadzony kompozycji, gdzie ich zawiązania są nieraz całkowicie niespodziewane. Jedynym mankamentem był dla mnie wokal, a raczej growl, który jest do bólu standardowy, jak na tego typu muzykę. Warsztatowo jest bardzo dobrze, ale nie ma tej ikry w barwie, jak chociażby głos Dieffenbacha z RON. Of Rot And Ruin to album Rivers Of Nihil tylko, że bez saksofonu, czyli dla fanów ich dwóch pierwszych płyt.

Hath – Of Rot And Ruin otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @terriblekonrad


FIRE! ORCHESTRA – ARRIVAL (JAZZ/EXPERIMENTAL)

Gdyby album Arrival mógłby być filmem, z dużym prawdopodobieństwem, byłby to czarno-biały film poetycko-psychologiczny. Z każdej części w takcie wydobywa się piękno, ale i surrealistyczna ni to fantazja, ni to rzeczywistość. Oprócz własnych kompozycji Fire! Orchestra wzięła na siebie też kilka coverów. Nie ma to jednak dużego znaczenia, ponieważ aranże za każdym razem są znakomite, a zespół gra po prostu bardzo dobrze. Technicznie nie można mieć zastrzeżeń do muzyków, a przy tym utwory są bardzo przystępne, co przecież nie jest takie oczywiste. Smyczki i wokale suną sennie, by w innym momencie być jasne i ostre. Dęciaki również potrafią i łagodnie zamruczeć, i nieprzyjemnie zajazgotać. To płyta wielu stanów emocjonalnych – przez ballady po improwizacje. Końcowy miks to wisienka na torcie – wszystko brzmi tutaj przepięknie. Słucham i nie mogę wyjść z podziwu.

Fire! Orchestra – Arrival otrzymuje:

ocena: 4/5

Autor recenzji: @inpluvia


INNE WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

NASZ FACEBOOK

O autorze

"Out of the dark"

Grafik, meloman i wielki fan hokeju. Pisanie o muzyce jak i jej słuchanie to dla mnie czysta przyjemność oraz kwintesencja egzystencji.