FLESHGOD APOCALYPSE – VELENO: RECENZJA

Kiedy mówimy o brutalnym death-metalu, do głowy przychodzą nam takie miejsca jak Floryda, Szwecja, Brazylia czy Polska. Moim zdaniem jedna z najmocniejszych płyt w tym gatunku ukazała się jednak w słonecznej Italii.

Włoska Bestia

Mowa o Oracles (2009 r.)– debiucie Włochów z Fleshgod Apocalypse, płycie, która brzmiała jak najlepszy album Deicide, którego Deicide nigdy nie nagrali. Płyta łączyła niesamowicie brutalne partie sekcji rytmicznej, ultraniski growl Francsesco Paoli, ale też i orkiestrowe smaczki (wówczas jeszcze sprytnie ukryte na drugim planie). Następnym ciosem była niesamowicie intensywna EP-ka Mafia (2010), gdzie stery wokalne objął Tomaso Riccardi, z pomocą czystych (wręcz „kastratycznych”) partii wokalnych basisty Paolo Rossi. Tą samą ścieżką poszedł drugi longplay – Agony (2011), z którego takie kawałki jak The Violation czy The Forsaking odniosły spory sukces w metalowym świecie. Jednocześnie grupa zdecydowanie rozszerzyła patenty orkiestrowe i zyskała kolejne rzesze fanów, ale nie tracąc przy tym swojego okrutnego brzmienia. Na kolejnej płycie Labirynth (opartej tekstowo na micie Dedala i Ikara oraz Tezeusza walczącego z Minotaurem) – mimo całkiem mocnych fragmentów – było już trochę czuć zmęczenie materiału. Ostatnie dokonanie – King (2016), w ogóle mnie nie przekonało.

FLESHGOD APOCALYPSE - VELENO

Upłynęło wiele wody w Tybrze, a historia grupy zatoczyła koło i po 10 latach od debiutu otrzymujemy piątą płytę – Veleno (po włosku – trucizna). Na stanowisku wokalisty ponownie zasiadł Francesco Paoli. Czy powrót dawnego wokalisty (a dotychczas bębniarza) oznacza powrót do formy z czasów Oracles/Mafia?

Powrót pod gilotynę?

Płyta ma świetne momenty. Worship And Forget to brutalny strzał prosto w twarz. Od pierwszej sekundy chłopaki wchodzą na wysokie obroty i do końca piosenki nie zwalniają tempa. Mimo orkiestracji i damskich wokali dominuje rzeźnia. Trochę inny, bardziej melodyjny klimat wprowadza Carnivorious Lamb (otwierający riff brzmi wręcz jak In Flames!). Jednak po tym, na zasadzie kontrastu, wchodzi znacznie mocniejsza część z growlami i blastami. Dziwny kawałek, ale wkręca się w czaszkę dopiero po kilku przesłuchaniach. Otwieracz Fury też trzyma poziom, choć jest utrzymany w wolniejszym, marszowym tempie. Generalnie dominującą cechą tej płyty jest dźwiękowe okrucieństwo.

Mniej przekonuje mnie singlowy Sugar. Niby miazga a jednak nie zapadła mi w pamięci. Trochę też solówka za bardzo rozmiękcza ten kawałek. Utwór Absinthe ma świetną melodię (solówka – cudo!), ale nie jestem w stanie zdzierżyć czystych wokali w tej piosence. Strasznie się rozjeżdżają z resztą utworu i ewidentnie brzmią jak po zażyciu tytułowej substancji. Płyta zachowuje włoski renesansowo-klasycystyczny klimat, zarówno w oprawie graficznej płyty czy w wyglądzie muzyków. Odpalcie YouTube i obejrzyjcie sobie klip do Violation to przekonacie się o czym mówię. Tradycyjnie – kawałek tytułowy to spokojny instrumental, w sam raz na ukojenie po nawałnicy ekstremalnych dźwięków.

FLESHGOD APOCALYPSE - VELENO 2

Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wejdziecie

Jak wypada Veleno w porównaniu do poprzednich płyt? Ci, którzy bardziej polubili melodyjną twarz tej grupy mogą się trochę rozczarować. Tu ewidentnie „epickość” ustępuje brutalności. Wyjątkiem jest (poza kawałkiem tytułowym) balladowy The Day We’ll Be Gone. Przyjemny utwór, utrzymany w klimacie środkowego Theriona, ale trochę odstaje od reszty płyty. Mimo wszystko, ja przy słuchaniu Veleno bawiłem się całkiem dobrze, mam też wrażenie, że niektóre kawałki „zaskakują” dopiero po kilku przesłuchaniach. Nie jest to płyta na jeden raz i warto poświęcić jej trochę więcej uwagi. Choć muszę przyznać, że po ostatnich dźwiękach Veleno odpaliłem sobie dla porównania Oracles i dopiero przy pierwszych dźwiękach In Honour Of Reason odczułem dawną siłę bomby atomowej.

 



 


Flesghod Apocalypse – Veleno otrzymuje:

ocena: 4/5


INNE WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

FACEBOOK ZESPOŁU

NASZ FACEBOOK

O autorze

Na co dzień częściej popełniam pisma procesowe, ale wolny czas poświęcam również pisaniu i dyskusji o muzyce. W moim sercu jest miejsce dla muzyki łatwej i przyjemnej jak i tej z gatunku rzeźnickiej.