IDLE HANDS – MANA: RECENZJA

Idle Hands pojawiło się znikąd w moim życiu, a parę tygodni później przesłuchałem ich debiut o tytule Mana. Debiutu słucha się trudno, a to z powodu żalu i współczucia towarzyszącym w trakcie. Szczęściarze z nas, że lekcja o mocy dostarcza dużo wartości pozostających na wiele dni. Do tego siła z jaką oddziałują grane melodie wylewa się z naczynia widniejącego na okładce albumu. Nie potrafię określić co sprawiło, że gdy po raz pierwszy usłyszałem Give Me To The Night to już wtedy czułem wielkość zbliżającej się premiery krążka. Odczułem dziwne zafascynowanie i więź z tą depresyjnie mroczną otoczką, która gdzieniegdzie nawiązuje do słowiańskich wierzeń w wilkołaki. Zespół zdołał perfekcyjnie zaczerpnąć kluczowe elementy ze złotej ery Danzinga i Misfits, po czym dodał pęd i nieokiełznaną, gotycką dzikość z Draconian Times od Paradise Lost. To chyba idealna renoma aby zachęcić do wsiąknięcia w niejednolitą burzę poruszenia.

IDLE HANDS - MANA
Przekonajmy się, czy potrafię latać

Depresja i problemy z odnalezieniem się w świecie są nieraz pomijane, na szczęście nie w muzyce. Idle Hands nie przygląda się biernie i w Double Negative ukazują walkę z wewnętrznym, ograniczającym funkcje życiowe, niezdecydowaniem. Każdy by chciał, aby sen o lepszym jutrze się w końcu ziścił. Przedstawione opowieści za pomocą tekstów w albumie są takimi właśnie snami. Nie każdy przedstawia oczywiście to samo. Jak na metalową muzykę, płynącą prosto z serca, przystało skaczemy od depresji, utraconej miłości, po walkę do samego końca i wiarę w byty dotąd nieznane. Napisać jedenaście pozycji, z których wszystkie będą unikatowe to spory wyczyn jak i sukces. Panowie tym uwidaczniają, iż potrafią latać.

Nie marnuj czasu na popełnianie tych samych błędów

Wokalista (Gabriel Franco) z czystą agresją i pewnością siebie błyszczy niczym heros. Tęsknota spotyka się żalem na rozdrożach, do końca nie wiedząc co tak naprawdę czuć. W tekstach stale powtarzane są słowa „I’ll be fine”, które mogą sygnalizować wołanie o pomoc, albo wręcz przeciwnie, odwieczną, nieustającą, samotną walkę. Gabriel także nieskazitelnie popisuje się swoimi możliwościami wokalnymi. Regularnie włącza do swojego śpiewania krzyki/wycie wilkołaka. Powoduje to obawy i gęsią skórkę na ciele jak filmy grozy z ubiegłego stulecia. Taki rodzaj śpiewania osobiście uwielbiam. Ocieka on emocjami, których sam nie boję się pokazywać. Wszystko to maluje mi obraz smutnego a zarazem bohaterskiego mężczyzny siedzącego gdzieś na skraju skarpy. Patrzącego w dół, aby w końcu nauczyć się upragnionego latania. Niestety sprawy przyziemnie, niczym kula u nogi, trzymają go wciąż na ziemi. Dlatego nie jest do końca szczęśliwy i daje upust emocjom oraz gniewu poprzez wycie do księżyca.

Hipnotyzujące dźwięki, płynące w kompozycjach na płycie, wstępnie potrafią rozgniewać i wprowadzić lekki zamęt zmieszany ze strachem, by finalnie rozbłysnąć całym swoim dobrem. Trochę jak blask księżyca, który dostrzeżemy dopiero przy dłuższym wpatrzeniu. Niesamowicie ,w ten sposób, budująco wybrzmiewa Don’t Waste Your Time. Mana jest swego rodzaju oksymoronem muzycznym. Ponieważ po pierwszym odsłuchaniu odczujemy tęsknotę i ten nieszczęsny smutek, natomiast po następnych dostrzeżemy jej prawdziwe lecznicze oblicze.

 



 

Poranek Wilkołaka

Po epce z ubiegłego roku oraz bieżącym longplayu śmiało ogłaszam Idle Hands gotycką metalową nadzieją oraz odkryciem 2019 roku. Doczekaliśmy się zespołu godnego współzawodnictwa z legendą Paradise Lost i mniej znanym In Solitude. Gabriel jako tekściarz, wokalista i gitarzysta rośnie na charakternego, autentycznego, a co najważniejsze, kochającego muzykę oraz życie artystę. Wad nie odnalazłem. Dlatego zróbcie sobie przysługę i po prostu spróbujcie oderwać się od rzeczywistości i wkroczcie w mroczne, pompatyczne sny płynące prosto z głów geniuszy tworzących Idle Hands


Idle Hands – Mana otrzymuje:

ocena: 4/5


INNE WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

FACEBOOK ZESPOŁU

NASZ FACEBOOK

O autorze

"Out of the dark"

Grafik, meloman i wielki fan hokeju. Pisanie o muzyce jak i jej słuchanie to dla mnie czysta przyjemność oraz kwintesencja egzystencji.