POSSESSED – REVELATIONS OF OBLIVION: RECENZJA

Czas stanął w miejscu, Pan Piekieł zstąpił na Ziemię trzeci raz. Zabrało mu to ponad trzy dekady. To jakby zamrozić się w komorze kriogenicznej i ustawić czas wymrożenia na 33 lata później. Kto by się spodziewał, iż Possessed, prekursorzy śmiercionośnego, bluźnierczego grania powrócą i to najdłuższym krążkiem w swoim skromnym dorobku, czyli Revelations of Oblivion. Mamy również polski akcent w postaci twórcy okładki. Jest nim utalentowany artysta Zbigniew Bielak, który stworzył okładki m.in. do Prequelle Ghosta lub The Plague Within Paradise Lost. Jednym zdaniem: spory talent jest wyczuwalny i tym razem, chociaż odbiega daleko od topornych i biednych okładek dwóch poprzednich płyt Possessed.

POSSESSED - REVELATIONS OF OBLIVION

20 lat temu byłby to murowany klasyk

Od poprzedniej płyty minęło dużo czasu, świat nie stał w miejscu, a branża muzyczna i technikalia ruszyły mocno do przodu. Zatem jaki cel przyświecał premierze Revelations of Oblivion? Właściwie to nie wiem, ale mogę się domyślać. Zapewne jednym z powód było przybliżenie nowym falom słuchaczy oldskulowego death metalu. Poniekąd się to udało, lecz  kto chciał wcześniej zapoznać się z klimatycznym, chłodnym deathem znalazłbym go prędzej lub później. Ale do rzeczy. Przyznam, że wieść o nadchodzącym powrocie po tylu latach mnie zaskoczyła, a zarazem ucieszyła. Debiutu Possessed słucha się przyjemnie nawet dzisiaj, więc nie miałem podstaw by nie sprawdzić Revelations of Oblivion. Zaczynamy intrem, gdzie dzwony kościelne tak naprawdę to wszystko rozpoczynają. Intrygujące, klimatyczne, potrafi zbudować nastrój czegoś wielkiego. Pierwszym sprawdzianem możliwości i kondycji zespołu jest singiel promujący No More Room In Hell. Typowy utwór, jak na standardy zespołu, cieszy rzetelną sieczką, aczkolwiek nic poza tym. 

POSSESSED - REVELATIONS OF OBLIVION 2

Damned może się pochwalić piekielnie uzależniającą sekcją rytmiczną, z kolei zaś Abandoned obfituje w pokręcony riff wyjący jak mechaniczny koń. Takich smaczków jest więcej, dalej Shadowcult rozpoczyna się psychodelicznym, wariackim wstępem. Niby to nic, ale znacznie cieszy. Za mastering i produkcję należy się pochwała. Wyciągnąć żywcem ton z zeszłego wieku, a jednocześnie wmieszać go w teraźniejsze standardy wymaga nie lada doświadczenia i umiejętności. Nie jest to zjawisko codzienne, ale da się je gdzie indziej uchwycić. Zeszłoroczne płyty od Extremity i Eternal Rot mogą posłużyć tutaj jako idealny przykład.

 



 

Warto albo nie warto; oto jest pytanie

Co by tu począć. Pierwsze wrażenie było całkiem zaskakujące. Podobało mi się ciężkie, surowe, oldskulowe brzmienie w teraźniejszych łachmanach, jednakże gdy przesłuchiwałem Revelations of Oblivion drugim i trzecim, i kolejnym razem, to pierwsze zauroczenie błyskawicznie prysnęło. Głos Becerra za szybko stawał się monotonny, a same kompozycje niedługo później strasznie się dłużyły i wydawały się zdrowo przeciągnięte. Jak na okres 33 lat od Beyond the Gates chciałoby się płyty na miarę debiutu Seven Chruches, czyli albumu, który definiowałby death metal, ze sporą domieszką thrashu, na nowo. Chciałbym aby tak się wydarzyło, a niestety tak się nie stało. Niemniej jednak Revelations of Oblivion udowadnia, że po licznych przeciwnościach losu i długim czasu zawieszenia twórczości można powrócić i to w solidnym rzemieślniczym stylu.


Possessed – Revelations of Oblivion otrzymuje:


INNE WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

FACEBOOK ZESPOŁU

NASZ FACEBOOK

Zdjęcia wykonane przez Hannah Verbeuren na potrzeby promocji albumu Revelations of Oblivion zespołu Possessed, wydawcy Nuclear Blast.

O autorze

"Out of the dark"

Grafik, meloman i wielki fan hokeju. Pisanie o muzyce jak i jej słuchanie to dla mnie czysta przyjemność oraz kwintesencja egzystencji.