SUNN O))) – LIFE METAL: RECENZJA

Moje stosunki z projektem o nazwie Sunn O))) nigdy nie były łatwe. Zachęcony entuzjastycznymi recenzjami i artykułami (m.in. w Noise Magazine) postanowiłem zapoznać się bliżej z twórczością amerykanów i kilka lat temu na festiwalu Brutal Assault wybrałem się na ich koncert. Niestety totalnie się rozczarowałem, i to mimo obecności jednego z moich ulubionych wokalistów – Attili Csichara z Mayhem. Niekończące się dźwięki o niskich częstotliwościach nie są tym, co szczególnie cenię w muzyce metalowej. W tym roku grupa (a właściwie duo dwóch gitarzystów – Grega Andersona oraz Stephena O’Malley) wydała nową płytę – Life Metal (Southern Lord Recordings) i, pomimo wcześniejszych doświadczeń, postanowiłem zapoznać się z nowym dziełem amerykanów.

Starcie z gigantem

Na początku zostałem zaskoczony. Pierwsze 20 sekund jest jakby żywcem wyjęte z intra Blood Fire Death Bathory, jednak po tym pojawiają się charakterystyczne dźwiękowe „plamy” gitar i w tym klimacie zostajemy już do końca płyty. Nowa płyta duetu z Seattle nie jest rewolucją w stosunku do poprzednich nagrań.

Wszystkie cztery kompozycje to ambientowe pasaże grane na ciężkich przesterowanych gitarach. Najbardziej zapada w pamięć wspomniany już otwieracz – Beneath the Sleipnir’s Breaths z uwagi na wokale. Dodają one kompozycji orientalny „mantrowy” (a nie skandynawski – wbrew tytułowi) posmak. Wrażenie robi też prawie 20-minutowa Aurora – brzmi niczym soundtrack do kosmicznej podróży w głąb gazowego giganta.

Z powyższym pięknie współgra kolorowa szata graficzna płyty. Pozostałe kompozycje Troubled Air oraz Novæ nie odbiegają od konwencji długich mrocznych pasaży dźwięków. Całość otoczona jest świetnym przestrzennym brzmieniem, przy którego tworzeniu pomagał słynny producent Steve Albini. Dzięki temu płyta jest trochę mniej przytłaczająca niż Monoliths & Dimensions z 2009 roku, które brzmiało jak ścieżka dźwiękowa do Begotten.

Alicja w krainie drone’ów

Life Metal można oceniać różnorodnie, w zależności od oczekiwań słuchacza. Fani dźwiękowej przestrzeni i niekonwencjonalnego podejścia do muzyki metalowej (w tym przypadku określanego jako Drone) powinni być zadowoleni. Dotychczasowi fani Sunn O))) również się nie rozczarują. Jeśli jednak wolicie konkretne uderzenie (jak niżej podpisany) to płyta może być ciężka do przejścia. Niemniej nawet wówczas warto posłuchać Life Metal i samemu się przekonać jak rozległe brzmienia może oferować muzyka metalowa. Mimo krytycznego nastawienia, nowy Long Play przypadł mi do gustu, choć czerpanie przyjemności z tej muzyki wymaga szczególnej uwagi i skupienia.

 



 


Sunn O))) – Life Metal otrzymuje:

ocena: 3.5/5


INNE WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

FACEBOOK ZESPOŁU

NASZ FACEBOOK

O autorze

Na co dzień częściej popełniam pisma procesowe, ale wolny czas poświęcam również pisaniu i dyskusji o muzyce. W moim sercu jest miejsce dla muzyki łatwej i przyjemnej jak i tej z gatunku rzeźnickiej.